SKLEP

STOCKHOLM SYNDROME – romansujemy z aromatami

13 marca 2017

Gdzie, jeśli nie na Beer Geek Madness, popuszczać wodze fantazji i przekraczać granice? Szczególnie te, które dla niektórych stanowią przedmurze świętokradztwa?

Musimy Wam się do czegoś przyznać: nigdy nie byliśmy wyznawcami ducha kraftu. Nawet nie mamy pewności, czy istnieje. W końcu piwowarstwo rzemieślnicze tym różni się od koncernowego, że wolno nam wszystko. WSZYSTKO. Od Was z kolei zależy, czy będziecie chcieli owo „wszystko” przetestować na własnym gardle.

SKĄD SIĘ WZIĘŁY TE CHOLERNE AROMATY?!

Nie mieliśmy za to planów, by używać aromatów w naszym piwie, jednak to rozwiązanie nasunęło nam się samo. Jeszcze w zeszłym roku ustaliliśmy sobie, że w naszej serii Heavy nazwy będą nawiązywały do lęków (stąd Deep Dark Sea), strachów oraz zaburzeń psychicznych. Jerry i Filip przygotowali długą listę nazw „na zaś”, a wśród nich znalazł się „syndrom sztokholmski”.

Aromaty Stockholm Syndrome

Gdy ekipa Beer Geek Madness ogłosiła, że temat piątej edycji festiwalu będzie związany z północną częścią Europy, nawiązanie do stolicy Szwecji wydało się nam oczywiste. A jaki browar pochodzi ze Sztokholmu? Bingo – Omnipollo.

Nie chcemy spłycać ich osiągnięć, jednak wśród polskich beer geeków najbardziej znany jest z tego, że do niektórych piw dodaje aromaty. Zatem pomysł na to piwo mieliśmy gotowy – Triple IPA z aromatami!

ZABAWA Z TATRĄ

Należało tylko wybrać odpowiednią mieszankę. Pakiet próbek dostaliśmy od firmy Simplyhops. Jerry i Mateo kupili sobie kilka czteropaków Tatry – bo przecież tandetny Lager to najlepsze pole badawcze dla takich dodatków – i zaszyli się na magazynie, by stworzyć mieszankę doskonałą.

Pierwsza uwaga: większość aromatów uzyskanych z chmielu i owoców tylko w minimalnym stopniu wpływa na smak. Niby nie ma się czemu dziwić, jednak spodziewaliśmy się większego szaleństwa.

Rzecz numer dwa: to nieprawda, że aromat nie zmieni słabego piwa w dobre. Otóż może zmienić, wystarczy tylko odpowiednio pokombinować z proporcjami. 😉

Aromaty Stockholm Syndrome 3

Po trzecie: nie każdy aromat jest tak samo intensywny. Przykładowo wystarczyła dosłownie kropla ekstraktu z Earl Grey, by próbka mniej więcej 150 ml zyskała intensywny bergamotkowy aromat, aż nienaturalnie mocny. Na drugim biegunie znalazły się ekstrakty z chmieli Citra oraz Cascade. Bardzo wyważone, subtelne, wymagające wkropienia większej ilości płynu, ale też i trudniejsze do odróżnienia od efektów granulatu czy szyszek.

Koniec końców, po kilku godzinach doprawdy wybornej zabawy, zdecydowaliśmy się na aromaty: Citra, Cascade, Citrusy oraz Grapefruit.

DWIE WERSJE

Żeby akcja z aromatami była ciekawa także dla Was, szczególnie tych, którzy hejtują ich użycie, postanowiliśmy nieco poeksperymentować. Podzieliliśmy warkę Stockholm Syndrome na dwie równe części. Pierwszą nachmieliliśmy na aromat amerykańskimi odmianami chmielu oraz doprawiliśmy sokiem i zestem z grejpfrutów oraz i pomarańczy. Z kolei druga swój zapach będzie zawdzięczać wyłącznie naturalnym aromatom.

Grejpfruty

Na rynek obie wersje (każda ma 10,2% alkoholu, 22 Plato i 100 IBU) trafią jednocześnie jako Stockholm Syndrome #1 i Stockholm Syndrome #2. Jednak nie ujawnimy na nich, która jest która. Chcemy, by każdy miał możliwość porównania obu i oceny zgodnie z własnymi zmysłami (a nie uprzedzeniami). Sami jesteśmy ciekawi, czy rozpoznacie wersję z aromatami. No i która będzie Wam bardziej smakować.

Wbijajcie na nasze stoisko na BGM oraz szukajcie butelek już w kwietniu w Waszych sklepach.

PS: etykietę pokażemy Wam niebawem. Filip znów przeszedł samego siebie. 😉