SKLEP

STOCKHOLM SYNDROME – PODSUMOWANIE

30 kwietnia 2017

„Jedynka” z aromatami, „Dwójka” z chmielem oraz skórkami i sokiem z cytrusów. Kto trafił, temu wirtualnie ściskamy dłoń.

Na wstępie chcemy Wam podziękować za wielkie zainteresowanie naszą akcją. Stockholm Syndrome został wymieciony z naszego magazynu równie szybko, co Andrzej Gołota z ringu. Jak widać temat aromatów interesuje Was bardziej, niż przypuszczaliśmy – i dobrze: jeśli chcesz walczyć z „wrogiem”, musisz go dobrze poznać, czyż nie?

Oceny

Przyglądnęliśmy się notom obu Syndromów na RatebeerUntappd. Piwa ocenialiście podobnie, ale w obu przypadkach wersja numer dwa (teraz już wiadomo, że bez aromatów) okazywała się minimalnie lepsza.

Jednak gdy wgłębimy się w noty poszczególnych userów, obserwujemy, że wielu z Was oceniało na zasadzie „wydaje mi się, że”. I jeśli wykoncypowaliście sobie, że „Jedynka” jest z aromatami, to ona dostawała gorszą notę. Analogicznie z „Dwójką” – gdy ktoś stwierdził, że to na pewno ona zawiera aromaty, wystawiał jej gorszą ocenę. Trochę nas to zaskoczyło, ponieważ liczyliśmy na podejście „Mam to gdzieś, w którym piwie są aromaty. Ważne, które bardziej mi smakuje.”

Inna ciekawa obserwacja: w dniu premiery Stockholm Syndrome, czyli na Beer Geek Madness 5 rozkład głosów wynosił 50% na 50%. W Warszawie stosunek ten zmienił się na ok. 65% do 35%, że to #2 zawiera aromaty. Z kolei „butelkowcy” częściej obstawiali #1 jako tę, która zawiera grzeszne dodatki.

Różnice

Zmiana pomiędzy BGM a Warszawskim Festiwalem Piwa polegała na tym, że w stolicy „Dwójka” zaczęła pachnieć intensywniej od „Jedynki”. Brak pasteryzacji, a co za tym idzie ciągła „praca” zapachów pochodzących z chmielów i owoców sprawiła, że piwo z babeczką zaczęło pachnieć bardziej intensywnie, co dla wielu z Was było mylące. Dodamy, że aromaty są w tej materii stałe. Raz użyte nie zmienią później swojego profilu.

Żeby poznać, które piwo jest które nie trzeba było go jednak ani wąchać, ani próbować – wystarczyło spojrzeć na wygląd. Po pierwsze „Dwójka” jest odrobinę bardziej zmętniona za sprawą dodatków. Wyraźniejszą różnicę widać w pianie: ta w wersji z chmielem i owocami jest mniejsza i mniej trwała, ponieważ nasi naturalni przyjaciele (mowa o skórkach cytrusów) negatywnie wpływają na jej tworzenie.

Jeśli już jednak przejdziecie do degustacji, także tam można wyłapać pewne niuanse. Pomijamy fakt, że ostatecznie w wersji z aromatami mocniej czuć grejpfruta, a w chmielowo-owocowej pomarańczę. Zwróćcie uwagę na inny aspekt: chmiel ZAWSZE wniesie odrobinę nut „zielonych” do aromatu i smaku. Trawa, las, zioła. Niezależnie czy to Lubelski, Saaz, Citra czy Galaxy – każdy z nich szczodrze dorzucony do kotła przyniesie taki efekt. Tymczasem aromaty są czyste, jednoznacznie owocowe.

**

Ciekawi jesteśmy, jak ten eksperyment wpłynie na Waszą opinię o aromatach. Czy nadal będą dla Was złem wcielonym, walącym sztucznością? Czy może staną się w Waszym mniemaniu realną alternatywą dla chmielów i owoców?